Twój cyfrowy sobowtór

02.01.2010

Czy zdarzyło ci się szukać w Google informacji o samym sobie i trafiłeś na kogoś, kto ma takie same imię i nazwisko, ale nie nie jest tobą? To twój sobowtór z Google (Googlegänger) – sieciowy sobowtór. Może nawet nie istnieć realnie: może to być fikcyjna postać z książki, filmu, gry komputerowej… (więcej)

Reklamy

Jak to robi Google?

14.12.2008

W Google opracowano własną technologię PageRank, zmieniającą sposób wyszukiwania informacji, przez zmianę sposobu prezentowania wyników wyszukiwania.

„Twórcy pierwszych wyszukiwarek – AltaVista, Hotbot, Lycos, Excite – próbowali okiełznać informacyjny żywioł, nie potrafili jednak rozróżniać między stronami dobrej a kiepskiej jakości. Page wyszedł z założenia, że podobnie jak w świecie akademickich publikacji, gdzie o randze autora decyduje to, jak często jest cytowany – im więcej odsyłaczy prowadzi do danej strony internetowej, tym większa powinna być jej wartość. Algorytm, który opracował i który umożliwiał taki właśnie ranking stron, został potem opatentowany pod nazwą PageRank” – pisze Magdalena Rittenhouse o algorytmie i jego twórcy Larrym Page*.

Google za pomocą technologii PageRank bada całą strukturę odnośników do stron internetowych i określa, które strony są najważniejsze. Następnie dokonuje analizy dopasowań hipertekstowych w celu stwierdzenia, które strony są najbardziej istotne w przypadku danego wyszukiwania. Łącząc ogólną ważność i trafność w odniesieniu do zapytania, Google jest w stanie pokazać najważniejsze i najpewniejsze wyniki w pierwszej kolejności. Słowem skupia się na jakości prezentowanych wyników.

PageRank stara się dokonać obiektywnej oceny ważności stron internetowych. Interpretuje odnośnik z innej strony do danej strony jako głos oddany na daną stronę przez inną stronę. W ten sposób ocenia ważność strony – na podstawie liczby oddanych na nią głosów.

PageRank uwzględnia również ważność stron oddających głos, ponieważ Google uznaje, że głosy pewnych stron mają większą wartość, co zwiększa również wartość stron, na które głosują. Ważne strony uzyskują wyższe notowanie PageRank i są wyświetlane na początku listy wyników wyszukiwania. Jak to robi? „W celu określenia ważności strony technologia Google wykorzystuje całościowo informacyjne zasoby internetu” – stwierdza ogólnikowo sama firma. I stanowczo dodaje: „Ludzie nie wpływają na wyniki wyszukiwania ani nimi nie manipulują – dlatego użytkownicy darzą Google zaufaniem, uznając firmę za źródło obiektywnych informacji, nieskażone sprzedażą miejsc w rankingu”.

Wyszukiwarka Google analizuje również zawartość stron, proces ten zwany jest analizą dopasowań hipertekstowych:. Technologia Google analizuje pełną zawartość strony, z uwzględnieniem czcionek, sekcji i dokładnego położenia każdego słowa. By zapewnić trafne wyniki wyszukiwania, analizuje także zawartość sąsiednich stron internetowych.

Google chce zapewnić jak najlepszą jakość prezentowanych wyników. W tym celu analizuje odnośniki prowadzącego do danej strony, ocenia wartość miejsca skąd prowadzą odnośniki, bada zawartość strony.

Stara się pomóc twórcom stron, udostępniając im na swej witrynie liczne wskazówki. Z drugiej strony zwalcza nieuczciwie praktyki SEO (Search Engine Optimization), czyli pozycjonowania stron.

* Magdalena Rittenhouse, Fabryka rzeczy niemożliwych, Rzeczpospolita, 24 grudnia 2008.

Źródło: Omówienie technologii, Google.pl, dostęp 14 grudnia 2008.


Dobry początek Chrome

07.10.2008

Przeglądarka Google Chrome może poszczycić się efektownym wejściem. W ciągu dziesięciu godzin od premiery przekroczyła 1 procent udziału w rynku. Na razie jest za wcześnie, aby powiedzieć, które z produktów konkurencji straciły najwięcej.

Według firmy Net Applications, Chrome już po dwóch godzinach miał 0,5 procent udziału. Jedną z przyczyn takiego powodzenia nowej aplikacji Google może być fakt, że w ciągu dwóch dni poprzedzających premierę Chrome w internecie ukazało się ponad trzy tysiące informacji na jej temat.

1 procent może nie robi zbyt dużego wrażenia, ale założywszy, że na świecie jest około 1,46 miliarda użytkowników Internetu, oznacza to, że przeglądarka Google Chrome została pobrana przynajmniej 14 miliony razy.

Źródło: za: Dobry początek Google Chrome, 4Press.pl, 4 września 2008, za: TG Daily.


Google Chrome

02.09.2008

Dziś pojawiła się wersja beta przeglądarki Google Chrome. Jest dostępna do pobrania ze strony producenta, również w języku polskim.

„W Google większość czasu spędzamy pracując w oknie przeglądarki. Wyszukujemy, czatujemy, wysyłamy maile. W wolnym czasie, pewnie podobnie jak większość z Was, robimy zakupy, płacimy rachunki, czytamy wiadomości, szukamy znajomych – wszystko to za pomocą przeglądarki. Spędzamy coraz więcej czasu w sieci i robimy rzeczy, które jeszcze piętnaście lat lat temu wydawały się niemożliwe”. – pisze zespół Google o swoim projekcie.

„Ponieważ spędzamy tak dużo czasu online, zaczęliśmy poważnie zastanawiać się jak powinna wyglądać przeglądarka internetowa, która byłaby najlepiej przystosowana do spełniania wcześniej opisanych zadań. Zdaliśmy sobie sprawę, że ewolucja sieci, z prostych stron tekstowych do zaawansowanych i bogatych w treści multimedialne witryn, sprawiła, że funkcja przeglądarki też powinna być zupełnie inna niż wcześniej zakładaliśmy. Sama przeglądarka www nie jest już wystarczająca, potrzebujemy nowoczesnej platformy, zbudowanej na potrzeby dzisiejszego internetu. Podjęliśmy wyzwanie”.

Zwraca uwagę integracja z wyszukiwaniem Google – od wpisywania adresów, przez przeszukiwanie historii do sugerowania poprawnych adresów stron. Podczas wpisywania tekstu w pasku adresu podawane są propozycje adresów stron internetowych i wyników wyszukiwania. Wyniki przeszukiwania historii to rozbudowane wyniki szukania po odwiedzanych stronach, łącznie z miniaturkami tych stron.

Duże wrażenie robi nowa karta: pojawiają się na niej miniatury najczęściej odwiedzanych witryn, lista zakładek, ostatnio zamknięte karty, możliwość przeszukania historii przeglądania.

Przeglądarka jest szybka, prosta w obsłudze, estetycznie zaprojektowana. Przyjemnie się z niej korzysta. Niestety nieco inaczej wyświetla niektóre strony niż konkurencyjne Internet Explorer i Firefox, co przysporzyć może nieco bólu głowy webmasterom.

Wielu użytkowników zarzuca jej brak dodatków takich jak Firefox, w tym szczególnie blokowania reklam. Biorąc pod uwagę to, na czym zarabia Google możemy się takiego dodatku nigdy nie doczekać…

Ciekawe właśnie, że najpopularniejszym argumentem przeciwników Chrome jest brak blokowania reklam. To tak, jakby koronnym argumentem chodzących po ulicach był brak końskich klapek… na ich własnych oczach.

O Chrome także w Dobry show – dobry początek.


Cuil znaczy wiedza

29.07.2008

W lipcu 2008 roku pojawia się w Internecie nowa usługa wyszukiwawcza – Cuil, ogłaszana jako nowe podejście do wyszukiwania połączone z największym zasobem zindeksowanych stron. „120 miliardów stron, trzy raz więcej niż jakakolwiek inny mechanizm wyszukiwawczy”, ogłaszają jej twórcy.

Cuil pokazuje wyniki opierając się na treści strony, a nie jej popularności, jak to robi Google. Układa wyniki w grupy i prezentuje w kategoriach. W wynikach pokazywany jest nie tylko tekst, ale i grafika, pochodząca z danej strony.

„Internet ciągle rozwija się w fantastycznym tempie i inne usługi wyszukiwawcze nie potrafią mu dotrzymać kroku”, mówi Tom Costello, jeden z założycieli i dyrektor wykonawczy (CEO) Cuil. „Nasze przełomowe odkrycia w technologii wyszukiwawczej pozwalają zindeksować większą część Internetu, sprawiając, że cała World Wide Web znajdzie się w zasięgu każdego jej użytkownika”.

Firma Cuil jest kierowana przez małżeństwo – Toma Costello i Annę Patterson. Patterson jest byłym pracownikiem Google, podobnie jak inny członek zespołu – Russell Power. Inni pracowali między innymi w IBM, eBay, AltaVista, Stanford University, Internet Archive. Nazwa pochodzi od słowa „wiedza” w języku gaelickim (Tom Costello pochodzi z Irlandii).

Cuil nęci jednocześnie ilością i jakością, jakby nie wierząc że sama zmiana algorytmu prezentowania wyników – w stosunku do Google – by wystarczyła. Dodatkowym haczykiem na użytkowników jest to, że Cuil nie potrzebuje zbierać danych o użytkownikach i o tym co wyszukują – za co krytykowany jest Google.

Odpowiedzi z Cuil są niestety strasznie zaśmiecone wynikami wyszukiwarek, zawartością rozmaitych pamięci ciche, a obrazki nie zawsze są odpowiednie i pochodzące z danej strony.

Nie jest to pierwsza próba zdetronizowania Google, ale do tej pory żadna nie była udana. Ale przed Google był HotBot, przed HotBotem była AltaVista. Jest ciągle wiele rzeczy, które by można usprawnić i ulepszyć w wyszukiwaniu.

Źródło: Cuil Launches Biggest Search Engine on the Web, Cuil, 28 lipca 2008.