Marki i mikrobloging

28.11.2009

Obecność marek na mikroblogach jest podobna do ich obecności w każdym nowym kącie naszego świata, realnego i nie. Tak się złożyło, że – odkąd odkryliśmy już wszystkie lądy i nanieśliśmy na nasze mapy – nieznaną ziemią stał się Internet. Jednak podobna nie oznacza ta sama – zdobywcy w różnych zakątkach nowego świata muszą postępować nieco inaczej, by zjednać sobie miejscowych. (więcej)


Mój 2008

31.12.2008

Podsumowania roku na blogach sprowadzają się z reguly do tego, że autor uważający się za autorytet stara się wskazać dziesięć na przykład najwazniejszych wydarzęń w 2008.

Ale ostatnio zobaczylem zupełnie inne podsumowanie: tego, co dla autorki było najważniejsze, przełomowe w poszczególnych miesiącach kończącego się właśnie roku. Wydaje się ciekawym pomysłem.

Co dla mnie było najważniejsze w 2008?

1. Poznałem bliżej Blip.pl, serwis mikroblogingowy, coś pomiędzy IRC a blogiem. Jest nieco bardziej zorganizowany niż IRC i podobnie zaczyna się wokół niego życie towarzyskie, ale zdecydowanie niewystarczający do wyrażania więcej niż swojej stany emocjonalne przy pomocy teledysków z YouTobe…

2. Skasowałem swojego prywatnego bloga, którego prowadzilem od bodajże 2002 roku. Nagromadziło się już chyba zbyt wiele wspomnień… które są już tylko wspomnieniami.

3. Poznałem blogi i blogosferę od strony blogów tematycznych i platformy WordPress, a także nowe sposoby promocji blogów. Założyłem kilka takich blogów; Labirynty.net to najważniejszy z nich.

4. Zaczęłem używać Google Chrome, przegladarki, która ma kilka interesujących koncepcji: najczęściej używane serwisy, zapisywanę sesje, dalece zintegrowane wyszukiwanie. Ale w innych dziedzinach trochę jej jeszcze brakuje do liderów rynku: Firefoxa (na przykład wtyczek) czy Internet Explorer (choćby czytnika RSS).

5. Poznałem sporo idei i serwisów Web 2.0, myślę że zdecydowanie lepiej rozumiem dziś tą koncepcję niż rok temu (choć może tak mi się tylko wydawać).

6. Poznałem również kilka interesujących osób z tego środowiska.

7. Coraz lepiej znam tez serwis społecznościowy GoldenLine, który zastąpił mi w dużym stopniu grupy dyskusyjne Usenet.

Jest też kilka rzeczy, które nie zrobiłem, zrobiłem źle albo za mało… ale tymi nie ma się co chwalić.


Wspólne kanały

01.09.2008

Blip.pl, gdzie z liczących do 160 znaków notatek opisów przekazuje się to, co się w danej chwili robi, myśli i czuje, jest na pograniczu wielu znanych już przedtem internetowych zjawisk.

Oczywiście bloga, bo buduje się z owych krótkich wiadomości dostępną publicznie stronę internetową zwaną bliplogiem. Komunikatora internetowego, bo można wysyłać wiadomości do innych użytkowników Blipa – wiadomości jawne (dostępne też dla innych użytkowników) i tajne. Serwisu społecznościowego – przez budowanie sobie listy osób, których wypowiedzi można obserwować, podobnie jak na przykład na GoldenLine widzi się wypowiedzi znajomych.

Na poczatku 2008 roku doszły również tagi, jak #dziendobry czy #blip. Wiadomość opatrzona takim tagiem jest widoczna dla osób, które chcą go obserwować. Przypomina to bardzo kanały na IRC czy pokoje pogawędek na czatach.

Jedne z najpopularniejszych tagów na Blipie to #dobranoc, #blip, #warszawa, #wstydliwewyznania i #drogiblipie (ten ostatni pozwalający na zadanie pytania).

Niektórzy użytkownicy są zniecierpliwieni „nadużywaniem” jakiegoś taga. Ale oczywiście mogą ustalić, że nie zobaczą żadnej wiadomości nim oznaczonej. To nawet lepiej niż w rozmowie w zatłoczonym klubie: można nie słyszeć jak ktoś mówi o religii czy powieściach marynistycznych. Można też nie za bardzo lubić używania tagów przez rozmaite konta komercyjne, których na Blipie jest coraz więcej.

Tagi są ciekawą koncepcją, z pewnością sprzyjającą budowaniu społeczności. Poznaje się wypowiedzi zupełnie nieznanych przedtem ludzi. Można porozmawiać z nimi o książce, filmie, zdarzeniu z danego miasta, programie czy serwisie internetowym. Często służą szybkiemu komentowaniu bierzących wydarzeń.

Koncepcja – interesująca, twórczo rozwijająca ideę internetowych pogawędek. A jak jest używana? To zależy tylko od nas.


Czy może być tylko jeden?

12.08.2008

Wszyscy znamy słowa stanowiące niejako oś akcji Nieśmiertelnego. We współczesnym zglobalizowanym świecie oznaczają bezwzględną walkę o zdobycie pierwszej pozycji, a tym samym – wyeliminowanie przeciwników.

Tak jest, jak można zrozumieć, świecie serwisów społecznosciowych, stanowiących tą specyficzną odmianę serwisów Web 2.0, w których to nie treść tworzona przez użytkowników, ale sami użytkownicy są najcenniejszym towarem.

Mimo to ciagle przystępują do gry nowe zespoły, oddając nam do dyspozycji polskie wersje światowych serwisów społecznosciowych lub miejscowe ich mniej lub bardziej udane naśladownictwa. Ciekawsza wydaje się ta druga grupa, a w niej – projekty nastawione na użytkowników biznesowych. Mamy niekwestiowanego (jak na razie) lidera w postaci GoldenLine, mamy też Profeo, a niedawno z otchłani etapu niedostępnych dla zwykłego śmiertelnika testów wyłania się Link2U.

Deklaracja zespołu budującego serwis przypomina klasyczne dzieło utopijne. Najpierw krytyka zastanego stanu rzeczy:

Chcieliśmy przyjaznego miejsca, a jednocześnie sprawnego narzędzia. Nie znaleźliśmy serwisu, który by spełnił nasze oczekiwania. A że lubimy eksperymentować… postanowiliśmy sami go stworzyć.

a później wskazówki co do naprawy tego stanu:

Dzięki Link2U jesteś na bieżąco z tym, co robią zawodowo robią Twoi znajomi, przyjaciele; rozwijasz kontakty – często te, które z racji zmian zawodowych „uciekają”; odkrywasz nowe, ciekawe znajomości – spotkasz tu ludzi aktywnych, twórczych, którym się chce i którzy potrafią; zasięgasz informacji o innych ludziach i sprawach zawodowych, istotnych dla Ciebie bądź grupy zawodowej, którą reprezentujesz; masz do dyspozycji funkcjonalności, jakich nie oferują inne serwisy tego typu.

A wreszcie zachęta do życia w nowym wspaniałym świecie:

Nie mamy nic do stracenia – stwórzmy nowe możliwości dla siebie i innych!

Nowy serwis społecznościowy, dziś na etapie publicznych testów, z nieco ponad trzema setkami użytkowników, deklaruje się jako „serwis internetowy, w ramach którego użytkownicy w aktywny sposób wymieniają informacje zawodowe”. Wiemy, jak skończył pozycjonujący się podobnie GoldenLine, choć…

Wracając do hasła z Highlandera: czy musi być tylko jeden? Wbrew pozorom nie. Na przykład Blip.pl, jak podkreślała dziś pewna moja znajoma, ma grupę docelową łączącą w sobie pasjonatów IT, specjalistów jak w GoldenLine a jednocześnie znane i twórcze postacie z blogosfery. A z blogosfery zgromadził jej całą różnorodność: tematyczną, osobistą i publicystyczną.

Ten – na pozór polegający na zabawie w opisywanie swej prywatnej rzeczywistości – serwis staje się w ten sposób ogromną siłą budowania opinii w polskim Internecie, z przerażającą wręcz szybkością rozchodzenia się informacji. Zupełnie inna koncepcja, trudno powiedzieć, na ile spodziewany efekt. Więc może nie tylko jeden…?